bigimg 31 Jul 2009

23.700.000.000.000 USD

21 lipca powinien być dniem w którym świat został zaszokowany nowa, ogromną kwotą potrzebną na ratowanie gospodarki USA. Nic takiego się nie słało. Dlaczego?

Mija właśnie pół roku rządów nowego prezydenta USA – Baracka Obamy. Czy może się już pochwalić jakimś realnym osiągnięciem, czy też wprost przeciwnie. Nawet przy całej sympatii do Obamy, jego umiejętności oratorskich, PR’owych sztuczek i komunikacyjnego otwarcia, gospodarka USA ma się coraz gorzej. Oczywiście, są już pierwsze oznaki, że dno jest gdzieś blisko, lecz kto zagwarantuje że to wszystko szybko się skończy? Za chwilę poziom bezrobocia przekroczy 10%, kolejne firmy nadal szukają cieć kosztów i optymalizują je. W zasadzie optymizm, który pojawił się wraz z nową kadencją prezydenta ulotnił się jak kamfora. Zapanowało przygnębienie i tymczasowość.

Neil Barofsky, inspektor generalny programu TARP „wielkiego wora”, gdzie umieszczane i wykupywane maja być wszystkie „złe długi” sugeruje, że „najgorszy scenariusz” to konieczność kolejnego zwiększenia , już po uszy zadłużonego USA. Zapomnijcie o 3.000 mld USD, 7.800 mld USD… bo teraz ogłoszono, że może to być 23.700.000.000 USD! Jak wielka jest to kwota? To prawie dwukrotność rocznego dochodu narodowego Stanów Zjednoczonych (1000-krotność polskiego?), lub inaczej licząc 80.000 USD na każdego statystycznego Amerykanina łącznie ze nieletnimi i starcami. Czy na kimś ta kwota zrobiła wrażenie, było larum lub też wydarzył się krach na giełdzie? W końcu to pewnie “tylko” teoria spisku, lub wymysł jakiś domorosłych “blogierów”.

Czy to ściema czy też powód do śmiechu

Czy coś o tym słyszeliście? A moze tylko o pifku w ogrodach prezydenckich?

Nic z tych rzeczy. Ta kwota jest już tak abstrakcyjna, że media, politycy czy ekonomiści obrócili to w żart, trochę pogadali… może jeszcze do tego wrócą. Bo jak traktować, coś co może jednym posunięciem oznaczać bankructwo i unicestwienie gospodarki USA na kilkadziesiąt lat. W końcu to tylko „najgorszy scenariusz”, zawsze będzie można ogłosić później sukces, jeśli wydatkowana będzie tylko połowa lub mniejsza część tej kwoty. Poniekąd może być to też niezła operacja zmierzająca do „nastraszenia” niepokornych przed zbliżającą się kampanią Obamy, dotyczącą planów reformy służby zdrowia. Z tym nie poradził sobie Clinton, później już tego nie dotykano a problem narasta. Może on wybuchnąć w twarz nowemu prezydentowi, pogrążając jego teflonowy wizerunek budowany skutecznie przez media – zwłaszcza te „nowe”. Ale, nawet tam chyba powoli ten okres ochronny kończy się, po tym jak Obama popełnił kilka znaczących gaf (teleprompter, oskarżenia o rasizm, nominacja do sądu najwyższego, bailouty).

Barack Obama wydaje się powoli zużywać, a jego plastikowy wizerunek i swoboda jakby zaczyna ulatywać. Ciężar i rozmiar kryzysu chyba przygniata go do ziemi. Jedna sprawa to ładnie wyglądać na salonach, wygłaszać okrągłe formułki, a co innego rozwiązywać realne problemy wyborców. Hasło „change” było ładnym sloganem na sztandarach, które umożliwiły mu wygraną w wyborach prezydenckich. Lecz teraz przychodzi za to płacić rachunek. Jeśli wyborcy uznają to za hazardową zagrywkę, bez pokrycia w rzeczywistości mogą mu wystawić duży rachunek.

santabill 2001 23.700.000.000.000 USD
“I kto za to wszystko zapłaci. Pewnie święty Mikołaj”?

Świeżość i zaangażowanie prezydenta jakby zniknęła, a porównania z Roosveltem były chyba na wyrost. Pół roku to za mało by dokonać oceny, ale widać też to, że do zmierzenia się z „największym kryzysem gospodarczym od lat 30-tych” trzeba czegoś więcej niż biegłości w kampanii wyborczej, zabawy Twitterem czy Facebookiem. Wirtualne 140 znaków i wklejanie ładnych zdjęć na profil, nie spowodują wzrostu zaufania konsumentów, nie dadzą im pracy i szansy na lepsze jutro. To może zmienić tylko ciężka praca.
Inaczej, jedyną spuścizną po tym prezydencie będzie długi kryzys gospodarki i wspomnienie 23,700 mld długów które pozostawi po sobie. Nie ważne, że to poprzednik zostawił „mess”, liczy się to jak z tym bałaganem poradzi sobie Obama.

Dodaj do:
  • del.icio.us
  • Flaker
  • Blip
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
REKLAMA
Komentarze Dodaj swój komentarz
  • Asen powiedział: July 31, 2009 at 9:14 am

    Dno ma to do siebie, a zwłaszcza amerykańskie, że po pierwszym dnie odkrywa się drugie…

  • Wojtek powiedział: July 31, 2009 at 11:47 am

    bezrobocie w US już dawno przekroczyło 10%

    http://doxa.blox.pl/2009/03/Bezrobocie.html

  • michał kolanko powiedział: July 31, 2009 at 11:52 am

    chciałbym tylko zauważyć że TARP został przyjęty nie przez Obamę i jego administrację, ale przez Busha/Paulsona, trudno mówić że to spuścizna Obamy.

    Nie wiem też w jaki sposób nominacja Sotomayor do SN może być uznana za gafę. Podobnie “oskarżenia o rasizm” – AFAIK tylko skrajni prawicowcy na Fox o to Obamę oskarżają, więc trochę nie wiem o co chodzi.

    O tym jak historia będzie oceniać Obamę zadecyduje to czy gospodarka się podniesie przed wyborami w 2010 r. do Kongrsu i czy teraz przejdzie (realna) healthcare reform. Jeśli tak, to Demokraci utrzymają przewagę w Kongresie i będzie powtórka z 1982, gdy GOP wzmocniło się po dwóch latach rządów Reagana. Jeśli nie, to będzie powtórka z 1994. gdy GOP powróciło do władzy w Kongresie po nieudanej próbie reformy służby zdrowia Clintona.

    To jasne że PR nie zapewni wyjścia z kryzysu. Ale trudno oczekiwać by ktokolwiek potrafił po 6 miesiącach wyciągnąć USA z drugiego największego kryzysu gospodarczego po Wielkiej Depresji. To niemożliwe.

  • Jacek Gadzinowski powiedział: July 31, 2009 at 12:38 pm

    @michal kolanko
    TARP – owszem, to spuścizna poprzednika (jednego z najgorszych moim zdaniem prezydentów USA)… ale
    dzisiejszy brak transparentności w tym “wielkim worze” jest przygnębiający. To przypomina raczej rosyjską ruletkę lub kasyno w Las Vegas, a nie przemyślane działania. To obciąża nową administrację, która złożyła pewne obietnice wyborcze.

    Rozumiem, że w gospodarce i PR ważna jest pewność siebie, zarażanie optymizmem. Ale nikt naprawdę nie wie, gdzie jest tak naprawdę to dno i czy nie ma kolejnego. Drukowanie pieniędzy bez opamiętania za pomocą “enter”, grozi w przyszłości duża inflacją, co już widać jak pieniądze krążą po rynkach walutowych czy akcji w spekulacji. Niekoniecznie te pieniądze pobudzą gospodarkę w takim stopniu jakim to jest oczekiwane.

    W przypadku telepromptera, Sotomayor i profesora z uczelni (rasizm) … więcej chodzi o cała otoczkę medialną. Niestety skończył się okres ochronny a takie sprawy urastają do “rangi”. No właśnie czego? Czy nie są próbą zaciemnienia tematu – healthcare reform. Z tego co wczoraj widziałem, już przeniesiono rozmowy w izbie reprezentantów na wrzesień/październik. Rozmowy, rozmowy… może zakończyć się tak jak w przypadku Clintona. Jeśli Obama nie przepchnie tego tematu w Kongresie i Senacie, bankructwo USA to będzie kwestia dekady. Maksymalnie.

    To już nawet nie jest kwestia , kto wygra następną kadencję – czy będzie większość w izbie reprezentantów czy Senacie.
    Kto będzie kupował dolara, który za chwile będzie obciążony takimi długami które nigdy nie będą możliwym do spłacenia. Jaka będzie wiarogodność takiego kraju?

    Nie PR, publicity czy dobry kontakt z publicznością to załatwią…. tylko ustawy, ustawy, ustawy (oraz ich skuteczna egzekucja!). A na razie jakby krucho, jakby porównać z czasami Roosevelta i lat 30tych. Skoro kryzys jest tej miary to i działania powinny być bardziej zdecydowane. Nadal nie jest wyczyszczony rynek finansowy, nie ma transparentności. To nie zbuduje szybko zaufania.

  • Konrad Ciesiolkiewicz powiedział: July 31, 2009 at 4:36 pm

    Cieszę się, że przeczytałem ten tekst. Uświadamia on, że celem PR-u nie jest PR. PR daje narzędzia do skutecznego komunikowania się – w tym wypadku władzy ze społeczeństwem – ale nie zastępuje władzy. Dramat czasów postpolitycznych pokazuje niestety, że czasami zastępuje on władze. Wydaje się również, że przy okazji sam PR powinien popracować nad swoim PRem (to znaczy my, zajmujący się nim), bo jak chce się zdyskredytować polityka, to twierdzi się, że jego decyzja jest PR-em. Tekst jest dobry, bo wskazuje, że PR-wcy potrzebują pokory. Nie jesteśmy królami świata, mającymi odpowiedzi na wszystkie pytania. Żeby osiągnąć sukces, potrzebna jest praca, praca i jeszcze raz ciężka praca ! Nie czarowanie. Pozdrawiam.

  • michał kolanko powiedział: August 1, 2009 at 12:44 am

    @Jacek Gadzinowski

    Problem z brakiem transparentności TARPu polega głównie na tym, że ludzie Obamy (mam na myśli przede wszystkim Geithnera, jego zastępców itd) to niestety osoby ściśle związane z Wall Street. Wątpię by zrobili coś w ramach TARP co zaszkodziłoby firmom swoich znajomych :]

    Historia z teleprompterem to klasyczny przykład (moim zdaniem) dość trywialnej sprawy która została bardzo silnie wyeksponowana przez prawicową blogosferę, i później trafiła do tzw. elite Beltway media, natomiast sama w sobie kwestia że Obama czyta z promptera (jak wielu prezydentów przed nim) chyba nie ma większego znaczenia :]

    Sotomayor bez żadnego problemu przeszła przez komisję, bezie bez problemu zatwierdzona w up-and-down vote. Nie widze gafy…Ataki na nią były silne, ale w każdej nominacji Obamy tak będzie.

    Co do ogólnej sytuacji – Obama zaczyna “mieć na własnosć” recesję. I to widać w sondażach. Ale nie można bez mrugniecia okiem powiedzieć że stimulus (1/3 cieć podatkowych 1/3 wydatków na infrastrukturę) czy bailout GM/Chryslera to były pieniądze wyrzucone w błoto. Dziś były dane GDP, i w Q2 było już tylko -1% Ile byłoby bez interwencji rządu?

    Problemem jest Kongres, który ma trudności z pracą nad jedną dużą sprawą naraz. A teraz jest healthcare, cap’n'trade, reforma systemu finansowego (re-regulacja) i masa innych spraw… Podzieleni Demokraci i betonowa opozycja GOP (jak to się złośliwie mówi ich program to “taxen cutten uber alles”) nie ułatwiają zadania administracji.

  • Jacek Gadzinowski powiedział: August 1, 2009 at 1:10 pm

    @michal_kolanko

    Dane z ostatniego tygodnia
    - konsumpcja spadła o 1,2%
    - inwestycje biznesu o 9,8%
    natomiast znaczaco wzrosły wydatki rządowe o 10,4%, co sumarycznie skutkowało spadkiem GDP o 1% w 2 kwartale 2009.

    Zatem, słowa Obamy “better than expected” troche mnie rozbawiły…
    http://video.nytimes.com/video/playlist/business/cnbc/1194811622261/index.html#1247463755540

    Nie sztuką jest wpompować pieniadze bez umiaru do gospodarki, jeśli nie ma transparentnosci (koledzy pomagają kolegom, nie gospodarce) i odpowiednich ustaw. Do momentu jak nie wróci zaufanie na rynku, firmy nie zaczną inwestować a konsumenci wydawać pieniędzy. Obecnie wskaznik oszczędności do zarobków jest najwyzszy od 20lat. Co dla gospodarki USA nastawionej na konsumpcje może spowodować wydłuzenie recesji lub spłaszczenie przyszłego wzrostu GDP na długie miesiące.

    To jest właśnie obecny problem, brak jakiegokolwiek zaufania, poruszanie sie troche na oślep oraz zdezorientowanie. Nie wiem czy ten prezydent jest w stanie
    sobie z tym poradzić. Owszem PR i publicity opanowane bardzo dobrze, ale czy to zastapi rzeczywiste działania? Czesć pieniedzy niestety poszła w błoto, albo
    została zle wydatkowana. Sytuacja z bankami, firmami sektora samochodowego, brak planowanych uregulowań rynku futures…nie wszystko idzie OK. W Kongresie bedzie trzeba troche pohandlować, rzucić troche kiełbasy i przywilejów dla kontretnych stanów. Czy to bedzie skuteczne działanie, czy też bedzie kolejnym obciązeniem gospodarki nadmiernymi wydatkami i długiem publicznym? Liczba 23.700 mld UDS może byc dopiero poczatkiem końca tej gospodarki.
    Healthacare i podatki… to może sparaliżować skutecznie kongres. Poza tym zacznie sie niedługo szoł z netroots i grassrots, to bedzie dopiero festiwal
    wycieczek po kraju, pr’owskiego bełkotu, petycji, tea parties i róznych petycji. Media i blogosfera bedzie miała używanie ;)

    Do Obamy jako prezydenta nie mam pretencji, ale nadmierne moim zdaniem skupianie się na elementach PR jest jak wspomniał @Konrad – elementem postpolityki i czarowania audytorium, narodu. Gdzie juz w zasadzie nie podejmuje sie decyzji, ale dryfuje. Na to nakładając konferencje prasowe z telepromptera (jak
    zachowuje się prezydent gdy mu się on zepsuje?), schlebianie grupom etnicznym czy grupom interesów, wypady do baru na hamburgera lub otwarcie sezonu MLB, show w programach rozrywkowych etc. Nie odmawiam tego, ze jest to element polityki, ale coraz bardziej z gatunku entertainment. Przy tym brak pokory PR, gdzie chce sie powtarzać chwyty z kampanii wyborczej jakby ona trwała cały czas. Ok, powstana kolejne blogi, strony, społeczności i
    filmy wideo, kalkulatory podatkowe etc. Demokracja żyje, ludzie rozmawiają, lokalni się angażują. Jest fajnie.

    Ale… czy tak rozwiaze się kryzys w USA AD 2009? mam wątpliwości.

  • michał kolanko powiedział: August 3, 2009 at 12:38 am

    @Jacek Gadzinowski

    Fakt, że spadek GDP jest o tyle niższy, skorelowany z stimulus package daje argument Obamie, który w prosty sposób zaprzecza wszystkim twierdzeniom GOP o tym że państwo nie może przyczynić się do poprawy sytuacji w gospodarce, nawet przez wydatki na infrastrukture. Owszem, z ekonomicznego punktu widzenia recesja trwa, a bezrobocie najpewniej przekroczy wkrótce 10%. Niemniej jednak te dane GDP na przykład będą miały spory wpływ na dalsze losy reformy służby zdrowia.

    Uważasz że wydatki na infrastrukture (m.in. 5 miliardów na broadband) to wydatki źle przemyślane? BTW: banki o ile mi wiadomo nie radzą sobie tak źle, w kontekście tego że jeszcze wiosną dla niektórych ich nacjonalizacja albo upadłość wydawały się nieuniknione. DOW utrzymuje się na poziomie 9k. Wiosną za każdy spadek obwiniano Obamę, teraz jakoś nie słyszę ze strony GOP by te wzrosty były jego zasługą :]

    Jeśli chodzi o rynek futures, to o ile rozumiem sytuację to ustawa która ma ten rynek regulować przechodzi właśnie przez Kongres.

    Co do reszty to myślę że jutro napisze na spinroome kilka przemyśleń nt. podziału na “postpolitykę” i “PR” z jednej strony i na “politykę” z drugiej.

    Co do tych blogów/społeczności i prowadzenia kampanii cały czas. OFA (Organizing For America) to przedłużenie kampanii Obamy w sferze legislacji, prowadzone w ramach DNC. Być może to właśnie OFA/netroots utrzymają w ryzach kilku kluczowych ludzi z Kongresu i reforma jednak przejdzie. Czy to polityka czy PR? A może polityka prowadzona innymi metodami?

  • Jacek Gadzinowski powiedział: August 3, 2009 at 7:28 pm

    @michał kolanko
    1. Gdyby wydatki na infrastrukture, były rzeczywiscie wieksze – ok. Ale wiele z tego idzie na stymulowanie wydatków konsumenckich, co pozniej szybko wraca do bankow. Czesc z tego idzie też na spekulacje (m.in na walutach, surowcach czy DJI… nie widac za bardzo tych szeroko zakrojonych programów.
    Poza tym nie jest chyba mądrym tak mocne promowanie “buy american”, dla dotowania upadajacych stalowni, cementowni czy przemysłu chemicznego poprzez wymuszone zakupy na budowe nowej infrastruktury czy dróg, budynków

    2. Banki, pokazuja czesciowo dobre wyniki, a wynika to z przeksiegowań złych aktywów na lepsze. To wynika wprost ze zmian w rankigach. Ile w tym rzeczywistej poprawy, pokaże czas. Na pewno trzeba widzieć już pierwsze zmiany na plus w gospodarce… ale znowu nie wiem, czy jest chwilowe odbicie czy już “twarde dno”.
    Na pewno przyda się uregulowanie rynkow walutowych/terminowych, by nie kreować kolejnych sztucznych baniek spekulacyjnych tak szybko.

    3. Moze blogi, społeczności, twitter i filmy video na YT to nowy pr i prowadzenia polityki. Ale nie moze on przesłonić rozwiązywania konkretnych problemów strukturalnych, które gnębią tak mocno USA. To nie jest nieustajaca kampania, ale realne problemy gospodarki i wzrastajace bezrobocie. Których nie zmieni się “postpolityką”.

  • Michał Kolanko powiedział: August 3, 2009 at 10:07 pm

    @Jacek Gadzinowski

    1. Owszem, Buy American to jeden z najgorszych IMO pomysłów jakie zawarte były w stimulusie. Dla mnie zresztą z czysto filozoficznego punktu widzenia państwo nie powinno np. ratować firm takich jak GM czy Chrysler. Skoro nie potrafiły sobie poradzić na rynku, to nie zasługują na pomoc. Ale polityczna wymowa upadku GM/Chryslera i wzrostu bezrobocia w Michigan zmusiły Obamę do tego i innego posunięcia.

    2. Niektórzy ekonomiści/blogerzy w USA już zastanawiają się jaka będzie następna bańka :) Prezydent co prawda zapowiadał że trzeba zmienić sposób funkcjonowania całej gospodarki, ale póki co to tylko zapowiedzi.

    3. Zgadzam się – reformy strukturalne nie wynikną z twittera/youtube. Jak do tej pory najgłębsza propozycja reformy to healthcare. Ale co z edukacją? Reformą imigracyjną? O. to na pewno nie drugi Rooseveelt, to po tych sześciu miesiącach jest już widoczne dla nawet najbardziej zatwardziałych jego zwolenników na lewicy w USA. Dla nas wszystkich najlepiej byłoby jednak gdyby nie okazał się drugim Carterem :)

    pozdrawiam

  • Jacek Gadzinowski powiedział: August 3, 2009 at 11:01 pm

    @Michał Kolanko
    1.
    Lepiej chyba czasem taniej zaimportować i wiecej zrobić… ale były inne decyzje. Ot, kiełbasa dla poszczególnych stanów.

    Nie jestem też przekonany, jak długo będzie działać “cash for clunkers”.
    Czy rzeczywiście pomoże padnietemu sektorowi samochodowemu?
    Czy zmieni na dłużej zachowania przecietnego amerykanina?
    Wymusi zakup oszczednych aut?

    2.
    Kolejna bańka? Moze ropa i branza spożywcza… rosną też ceny innych surowców. Za dużo kasy jest na rynku ze stimulusa.

    3.
    Na razie niestety chyba zdąrza w strone Cartera. No może, nie do końca. Obama i jego ludzie są biegli w budowie wizerunku. Na tym można zbudować inne postrzeganie świata i wewn. wyzwań stojacych przed USA.

    Reformy, reformy… inaczej budzet nie wytrzyma. Poza tym rozsadzi ludzi temat obietnic wyborczych. Kiedy one zostaną spełnione? I czy wogóle.
    Większe obietnice, skutkują większymi oczekiwaniami.

  • Michał Kolanko powiedział: August 8, 2009 at 8:21 pm

    @Jacek Gadzinowski

    trochę to trwało ale wreszcie napisałem kilka słow na temat Obamy i sondaży i ich spadku. Dzięki za inspiracje :)

    http://www.spinroom.pl/?p=1083

    Co do tego Carter, to pewnie za wcześnie na takie oceny. Ale Carter nigdy nie był tak “zdecydowany” w kwestiach militarno-zagranicznych jak np. Obama jest w kwestii używania dron(samolotów bezzałogowych) do zabijania terrorystów.

    pozdrawiam

    michał

Pingi i Trackbacki
Dodaj komentarz

Connect with Facebook

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Preview: