Demotywatory.pl – jedyny sukces polskiego Internetu w 2009
Dziesiątki pomysłów, wielkie i wydumane biznes plany. Branżowe bla, bla, bla i spazm na blogach i mikroblogach. A gdzieś obok, niepostrzeżenie urosła prawdziwa gwiazda polskiego Internetu A.D 2009. Demotywatory.pl – skąd ich sukces? W prostocie i wirusowości – siła.
Na początku, może – czym jest demotywator, sięgnijmy do źródła encyklopedycznego (za wikipedia.org)
Demotywator (demotywujące obrazki) – jest połączeniem wymownego obrazka bądź zdjęcia z komentującym jego zawartość podpisem. Demotywator jest najczęściej ironiczny (ma wyśmiać rzeczywistość) lub cyniczny. Demotywatory są niejako parodią plakatów motywujących. W wielu, głównie amerykańskich, biurach wiszą takie plakaty motywujące pracowników do osiągnięcia celu. Przykładem może być zdjęcie przedstawiające formacje kilkudziesięciu spadochroniarzy podpisany “Teamwork” (ang. praca zespołowa) Za autora pierwowzorów demotywatorów uchodzi firma Despair, Inc. z USA, która prowadzi handel gadżetami (koszulki, kubki itd.) zawierającymi elementy graficzne tego typu.

“Demotywator znajdzie najlepszą radę na każde wyzwanie. Lepszą niż API.”
Generalnie prawdziwie doskonały demotywator zbudowany jest ze zdjęcia lub grafiki, często o znaczeniu bardzo „hermetycznym”, zrozumiałem dla wtajemniczonych np. scena z filmu, postać, dziwne zachowanie człowieka lub przyrody. Obowiązkowym elementem jest czarne tło oraz umieszczony poniżej obrazka specyficzny, cięty podpis. Humor z tych obrazków potrafi być mocny, „na granicy”, a nawet obraźliwy dla jakiejś wyodrębnionej grupy osób lub osoby, zdarzenia. Takiego rodzaju memy (powiedzonka internetowe) szybko zapadają w pamięci, stąd taki rozwój serwisu demotywatory.pl. Trzeba przyznac, ze sama strona dosyc mocno wyewoluowala od pierwotnej, dosyc sztywnej, idei, ale tzreba przyznać w ostatecznym rozrachunku, kierunek ewolucji byl dobry (ah te cyfry i statystyki).
Powstała ok roku temu (tutaj tło całej zabawy)- notuje, z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień coraz to większą popularność. Statystyki i ilość osób które oglądają w danej chwili obrazki na stronie, po prostu wariują. Nie wiem jak dobre muszą być serwery, ale utrzymać ponad 20.000 osób w jednym momencie przeglądających obrazki jest nie lada wyzwaniem. Zasięg – za chwile będzie można liczyć go w milionach (unikalnych użytkowników) UU miesięcznie! Zreszta, popatrzcie sami do – Google Trends, Alexa.com czy innych statystyk/analiz. Sukces, sukces… a wszystko na prostym szablonie strony www, bez wyszukanego stronicowania, bez udziwnień, badania usability, ekstra kampanii marketingowych czy innych „pierdów” Architektura serwisu była dobra może na początku, teraz przeglądanie historycznych obrazków, sprzed kliku dni to istna katorga. Ale to nic, nie przeszkadza to fanom przeglądać ich. Grunt to dobry podpis pod obrazkiem i cięta riposta. Uśmiech na twarzy, jest później bezcenny.

“Te statystyki są kłamliwe, nieprawdziwe – powiedzą eksperci internetowi i branżowi. Czyżby?”
Na serwisie nie zobaczymy wiele reklam, ot przebijające się między obrazkami informacje o popularnych grach online’owych lub reklamy z google (dzisiaj widziałem reklamy pewnej sieci sprzedaży – więc pewnie to jest płynne?). Być może przy skali odwiedzin serwisu, jest to jakiś znaczący przychód, ale nie na tyle chyba by utrzymać na dłuższą metę właściciela, administratora i całą infrastrukturę (nie mogę tego w tym momencie zweryfikować). Demotywatory i ich fenomenalny wzrost w popularności nie znalazł jeszcze upustu w postaci nachalnej reklamy. Myślę, że przy tego typie serwisu, zbyt duża ich ilość mogłaby przestraszyć fanów takiej rozrywki. W końcu nie po to tam człowiek “wchodzi”. Reklamy, można co najwyżej obśmiać w demotywatorze. Inny sposób zarabiania, płatne konta, wyszukiwanie, dodatkowe opcje dla fanów? Być może to kwestia czasu, w końcu serwis musi zarabiać na siebie, a przy takiej liczbie odwiedzających można spróbować.

“Komentarz 1000 razy lepszy niż gra kopaczy i bełkot żurnalistów.”
Dlaczego zatem demotywatory.pl stały się w tak krótkim czasie (praktycznie przez okres roku) fenomenem i wielkim sukcesem? Otóż zadziałała demokratyczność w której, praktycznie każdy z internautów może znaleźć w Internecie pozornie nic nie znaczące zdjęcie i dodać do niego śmieszny, cięty podpis. Dzięki temu powstanie intrygujący demotywator. Najlepsze jest jednak dalej…
Tajemnica tak ogromnego sukcesu demotywatorów w Polsce? Głosowanie i możliwość wyżycia się na obrazkach. Poczekalnia, gdzie odbywają się walki, by wybić się na główną stronę. Ludzie lubią sobie pominusować, poplusować, zmiażdżyć i zmieszać z błotem. Ot, przykład nowoczesnego hydeparku, w stylu 2.0. By wybić się na „główną”, przechodzi się przez wnikliwe oko moderatora. Czyli, owszem anarchia, bluzg… ale jakoś kontrolowane. Powstało coś na kształt skrzywionej hierarchii wartości, gdzie możesz zaprosić znajomych by głosowali, by spojrzeć kto jest na topie. Podglądanie innych pełną gębą. Lubimy to? O humorze i abstrakcjach słownych już wspomniałem wcześniej.
Jeśli dodamy do tego buzz i wirusowość tych obrazków, mamy już omówienie kompletnego sukcesu. Z taką maszynerią można ruszać na podbój Internetu! Każdy kto wpadł w sidła demotywatorów, już nie wyjdzie z nich, co jakiś czas będzie tu zaglądał, co się dzieje. One bawią ludzi, a ludzie chcą pokazywać je innym ludziom, żeby ich również rozbawić. Jedne pokazują głupotę, inne bywają hołdem, jeszcze inne to po prostu celne riposty na różne tematy. A później – startują” tysiące maili, wklejek na blogi czy serwisach agregujących obrazki, wykop, społeczności etc. I tak ta cała maszyneria się rozkręca. Sama, bez pomocy. Twórczy chaos, w serwisie i poza nim. Uczmy się, z tego case’u braci marketingowo-komunikacyjna! Najprostsze pomysły, często bywają najtrafniejsze.
Ale… na razie nie widzę nadto by blogosfera czy „media mainstreamowe” zainteresowały się tematem. Czy jest on aż tak politycznie niepoprawny czy tak oczywisty, by przechodzić wokół niego obojętnie? Wszyscy przesyłamy sobie codziennie mailami obrazki, wysyłamy linki na GG, mikroblogach czy blogach, dyskutujemy w mediach społecznościowych. Ale dlaczego nie ma jeszcze jakiegoś „bumu” medialnego, czyżby znowu głownie – stare media przespały temat, totalnie ignorując go poprzez swoje niezrozumienie tematu. Być może to będzie odkrycie, gorący temat na okres przedświąteczny (jak Jozin z Bazin)? Ikona dla przyszłych startup’ów i młodych, rządnych sukcesu przedsiębiorców? W końcu to serwis za chwilę z ilością odwiedzin, mogący mierzyć się z dużymi graczami na tym rynku. Niektórze serwisy społecznościowe, mogą się już właśnie “schować do nory”.

“Wachlarz papieru zawsze był najlepszym wabikiem na blachę i nie tylko.”
Wiec drodzy przedsiębiorcy i młode wilki. Czasem prosta jak „konstrukcja cepa” rzecz może przynieść wielki efekt. Pytanie tylko, czy poza wzrostem w formie hiperbolicznej, sukces demotywatory.pl uda przekuć się na stałą obecność w sieci oraz zarobek dla twórców strony. Nie sądze by twórcy tej strony mieli ułożony z góry biznes plan, jak „zarobić i nie narobić się”. To, że jest to kopy-pasta nie ulega wątpliwości, ale całkiem pozytywne. Bo humorystyczne, z jajem… i pamietajcie, demotywatory to jedyny prawdziwy sukces w rym roku, w polskim Internecie! Nie tylko statystycznie, ale w umysłach odbiorców, na szeregu innych serwisach i mailach. I nie bójcie się demotywatorów, przecież i tak je oglądacie i komentujecie. Może w niektórych miejscach “demoty” to obciach, tak jak kiedyś Kominek, gazeta Nie lub Big Brother? Ah, to “,mieszczańskie” dwójmyślenie.
W gratisie porada: „jaki jest dobry przepis na demotywator”?
PS. W najbliższym czasie postaram się poszerzyć temat o samym serwisie i skupić więcej na liczbach/statystykach.




-

BrandDoctor.pl powiedział: October 1, 2009 at 8:28 am
-

Jajcuś powiedział: October 1, 2009 at 11:55 am
-

mkrecz powiedział: October 1, 2009 at 12:17 pm
-

smitu powiedział: October 1, 2009 at 10:24 pm
-

Lukasz_brainstormers.pl powiedział: October 2, 2009 at 10:12 am
-

Bartlomiej powiedział: October 3, 2009 at 9:50 pm
-

Jacek Gadzinowski powiedział: October 4, 2009 at 10:43 am
-

Mirek Połyniak - OPEN4net powiedział: October 4, 2009 at 9:31 pm
-

marek powiedział: October 12, 2009 at 11:08 am
-

Artur Kwiatkowski powiedział: November 12, 2009 at 5:49 pm
-

jarekm powiedział: January 10, 2010 at 3:03 pm
Pingi i TrackbackiA jak mierzymy sukces? Ilością odwiedzin? Wirusowością? Jeśli to jest miara sukcesu, to się zgadzam w 100%. To jest (jak do tej pory) jedyne znane mi przedsięwzięcie w 2009 tak szybko zdobywające popularność.
Nasza-Klasa też była kiedyś „wielkim niespodziewanym sukcesem”. Właśnie wtedy, gdy to jacyś studenci dla zabawy zrobili (plus-minus pewnie, bo szczegółów nie znam), zanim ktoś próbował z tego robić wielki biznes. A teraz to wiadomo jak z N-K jest… coraz więcej złośliwych uwag, coraz mniej odwiedzin…
Tak jak teraz demotywatory kiedyś (z poprawką na popularność Internetu) popularne były „cytaty na bashu”… ale basha też dopadła komercja, „dzieci Neostrady” i już bash takiego entuzjazmu jak kiedyś nie budzi.
Po prostu, to co jest siłą Internetu, to często oddolne inicjatywy grupy ludzi robiących coś dla siebie. Oczywiście, można przy okazji zrobić pieniądze, ale często przy tym traci się pierwotna siła danego przedsięwzięcia.
Także hermetyczność grupy tworzącej taki serwis to siła. Czym innym był bash z cytatami geeków z IRCa, a co inny ten, gdzie każdy kowalski może wlepić właśnie usłyszany kawał z brodą.
Obawiam się, że i demotywatory jeszcze trzymają się mocno głównie dlatego, że jest o nich stosunkowo cicho. Jak parę portali i czasopism zacznie to „promować” i pisać „jak łatwo można zrobić swojego demotywatora”, to owszem użytkowników przybędzie, ale jakość demotywatorów nieuchronnie spadnie, starzy fani odejdą… i może gdzieś wymyślą/zbudują jakiś nowy „fenomen internetu” który, ku zdziwieniu twórców i miłośników różnych start-upów z wypasionymi biznes-planami, będzie „jedynym sukcesem” roku kolejnego…
http://trends.google.com/websites?hl=en&q=joemonster.org,+demotywatory.pl&sa=N
sukces czy sposob na “spowolnienie”?
No fajnie, ale YouTube przeżywa to samo od lat i do tej pory jest mocno nierentowne.
Jeżeli statystykami mierzymy sukces to ok.
Moim zdaniem super
))
Sukces wynika z pewnego drobnego, często zagubionego w biznesplanach i wydumanych funkcjonalnościach detalu: kontent jest zajebiście dobry (=zabawny, prowokujący, zachęcający do wymiany opinii, itp.)
Zakładam, że Ci ludzie, którzy to robią też mają z tego fun. Co się dziwić że klienci to kupują?
sukces tej kolejnej “strony ze śmiesznymi obrazkami” polega moim zdaniem na tym że użytkownicy dodający zdjęcia realnie walczą o to aby ich projekt trafił na stronę główną choć na jeden dzień a nie wylądował na śmietniku historii zwanym “przechowalnią”… a jednocześnie mieć się czym pochwalić w opisie na gg i statusie na NK… jednak mnie zastanawia tylko jeden fakt, kto odpowiada za prawa autorskie do zdjęć umieszczanych w serwisie…
Czasem właśnie cos spontanicznego i prostego (nawet jesli to tylko copy-paste) jak konstrukcja cepa, odnosi sukces. Demotywatory, to taki właśnie przykład.
Na nic kwiki, na nic utyskiwania…po prostu te liczby i popularność/wirusowość jest rekomendacją samą w sobie.
To pod uwagę, dałbym wszystkim którzy myślą o startupach, firmach czy innych przedsięwzięciach
Osobiście widzę pewne analogie do Wykopu – treści humorystyczne, nawet jeśli są bardzo ironiczne, świetnie trafiają w gusta internautów. Poza tym jest to doskonały sposób na odreagowanie rzeczywistości z ‘reala’. I jest to kolejny sposób wypowiedzi dla społeczności internautów. Prosty, acz świetny pomysł – pokazuje potencjał Web2.0
Ja bym do demotywatorów dorzucił jeszcze bash.org.pl z cytatami z różnego rodzaju komunikatorów, czatów itp. Inna forma, ale właściwie efekt taki sam.
Mam tylko nadzieję, że demotywatory.pl nie staną się ofiarą w momencie kiedy do Polski zawitało by z USA prawo typu ACTA albo że ew. zaostrzenia praw dot. własności intelektualnych/praw autorskich nie odbiją się dla tego serwisu duuużą czkawką. Co do sukcesu zaś – faktycznie pomysł prosty i przyciągnął ogromne liczby ludzi – jak dla mnie bomba! kodu tam pewnie jest tyle co kot napłakał a potrafi przyciągnąć na długie godziny
Problemem demotywatorów jest wg mnie jednak kwestia praw autorskich do zdjęć. Tylko czekać, aż się ktoś do nich w tej kwestii dobierze – nie bez racji zresztą, bo można tam spotkać wiele zdjęć ‘komercyjnych’, często takich, za które ktoś zapłacił sporą kasę.
Nie wiem też, czy to właśnie nie jest przeszkodą dla tzw. poważnych mediów w pisaniu o serwisie.
[...] że zajmę się tym tematem raz jeszcze. Jest to zagadnienie ciekawe, a przy okazji czytania artykułu o demotywatorach postanowiłem, że opiszę ten temat [...]
[...] 2. Demotywatory.pl serwis ze słynnymi zdjęciami w czarnej ramce z podpisem. Myślę, że ostaytnio przybyło tak dużo użytkowników, że nie do wszystkich dotarło, że to niewystarczy wstawić zdjęcie w ramkę i dodać zabawny podpis, ale serwis kwitnie o czym napisał np. Jacek Gadzinowski na swoim blogu. [...]