(Nie)Przygotowani do wyścigu komunikacyjnego
„Obyś żył w ciekawych czasach” – zwykło się mówić wskazując na przyśpieszający potok informacji, zdarzeń i zmian historycznych. Technologia, zwłaszcza Internet i media elektroniczne, zwielokrotniły nasze doznania i ułatwiły dostęp do informacji. Czy oby na pewno jesteśmy na przygotowani i czy potrafimy z tego korzystać?
Technika, Internet… to wszystko nas zmienia. Paradoksalnie, największym katalizatorem jest „dążenie do optymalizacji”, kosztowej i procesowej. Taniej, szybciej, dalej, efektywniej, więcej, mocniej i silniej – takie wartości popychają ludzkość do zmian już od tysięcy lat, i dzięki nim dokonywały się odkrycia i powstawały wynalazki. Być może nie zgodzą się ze mną zwolennicy tezy „tylko wojna prowadzi do rozwoju”, ale zmiany dokonywały się niezależnie od tego, czy panowała wojna czy pokój – powstało koło, alfabet, matematyka, czy Internet i samoloty.
Przyszło nam żyć w okresie recesji gospodarczej (2008-????), który sprawia, że opisany przeze mnie wyżej proces znacznie przyspiesza. Nie wszędzie dzieje się to liniowo, często są to drastyczne cięcia i oszczędności, i eufemistyczne wyrażenia wygłaszane specjalnie na tę okazję. Kolejnym ważnym katalizatorem przemian w komunikacji jest kwestia kosztów. Jej forma i treść (także merytoryczna i wartościowa) uzależniona jest od tego, jakim prawom popytu i podaży podlega informacja, która stała się nowoczesną walutą świata, podlegającą takim samym procesom fluktuacji jak surowce, siła robocza czy też wartości kulturowe.

Koszty też trzeba umieć optymalizować…
Waluta ta i nowy, szybszy sposób jej fluktuacji pozwala sporo zaoszczędzić, gdy musimy dotrzeć z komunikatem do naszych odbiorców, klientów, konsumentów czy też współpracowników w firmach. Dzisiaj ponownie oszczędność staje się cnotą, gdy zaczynamy mówić o kosztach. Zwłaszcza po czasach rozpasanej konsumpcji, nie umiarkowania w inwestycjach i złym w niektórych przypadkach skalowaniu popytu na dane usługi. Ale przesada w oszczędzaniu i ślepe cięcia w kosztach mogą przynieść więcej szkód niż korzyści. Należy alokować środki. Narzędzia, takie jak Internet i media elektroniczne, dzięki szybkości ich działania, fragmentaryzacji i kontekstowości, pozwolą ponownie na rozwój dynamicznej przedsiębiorczości. Dzięki nim praktycznie każda przedsiębiorcza jednostka może wypłynąć na „szerokie wody”, bez zbędnych obciążeń, z niskim kapitałem – bazując jedynie na kapitale intelektualnym. I nie jest istotne to, czy mamy do czynienia z 1, 2 czy 3 falą Tofflera (czyli rolnictwo, przemysł, usługi).
Przesada, niezależnie od tego, w którą stronę, jest bezsensownym podejściem biznesowym. Zrozumiałe jest to, że wizja nowych technologii, Internetu i całego segmentu social-media jest pociągająca, ale nie można zapominać o zdrowym balansie. Nakazuje on alokację środków finansowych, ludzkich i intelektualnych do komunikacji zrównoważonej (czyli – zintegrowanej). Nie można się komunikować z otoczeniem bazując tylko i wyłącznie na starych mediach lub nowych metodach komunikacji. Brak balansu, a co gorsza negowanie nowych mediów spowoduje to, że szybko znajdziemy się na marginesie rynku. Nie dotrzemy do naszych kontrahentów i klientów. Większość z nich decyduje się na intensywne korzystanie z sieci, aplikacji oraz narzędzi sieci społecznych. Rynek dokonuje pełnej weryfikacji, i albo się do tego dostosujesz, albo przestaniesz być graczem. Stracisz swój wizerunek, wpływ na rynek, a tym samym możliwość zarabiania i konkurowania.
Nawet „old fashioned media”, które w Polsce niejednokrotnie są symbolem poprzedniej epoki, zaczynają się zmieniać. Dostępność 24h, inny cykl życia informacji – szybszy i demokratyczniejszy, automatycznie wymusza cyfryzację newsroomów, zmianę formy dziennikarstwa, krótsze i syntetyczniejsze przekazywanie faktów, opinii i informacji. Natychmiastowe rozprzestrzenianie się informacji sprawia, że zwiększa się rola interpretacji, a także konieczność selektywnego podejścia do nich. Niektóre media i periodyki przestają istnieć, ale na ich miejsce pojawiają się kolejne. Dziennikarze nie powinni martwić się o to, że „ambitne media” znikną, i zaleje nas fala niesprawdzonych treści z Internetu. Tylko człowiek z krwi i kości, który przekazuje swoje emocje i indywidualne podejście, może zapewnić selekcję, opakować informację i sprzedać ją dalej, i nie zastąpi go Google, ani żadne inne narzędzie. Zalew informacyjnych śmieci, duplikowanie się informacji mało wartościowej oraz fragmentaryzacja przekazu to wynik dostępu do wolnego „słowa i obrazu”.

Czy na jesteśmy przygotowani do 24h dnia aktywności?
Demokratyzacja pozwoli każdemu Kowalskiemu czy Smithowi wkroczyć na arenę mediów, i mniej lub bardziej bezpośredniego obcowania z marką. Nie na zasadzie monologu (ze strony starych podmiotów) ale na równomiernych warunkach. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że ten przewrót staje się iście „kopernikański”. Dziś często wybuchają spory, w których naprzeciwko siebie stają konsumenci i marki (Amazon, HSBC, Wykop, Nasza Klasa/Śledzik, Grono, mbank). Co najważniejsze, żadna z firm nie ma pełnego immunitetu i monopolu na umiejętne komunikowanie się z dzisiejszym konsumentem, który ma świadomość swojej siły. Nawet firmy typowo internetowe, elastyczne i obyte z nowymi technologiami, jako wyzwanie traktują dialog z konsumentem.
Rozmowa z konsumentem (vel. prosumentem) to zadanie iście tytaniczne. Struktury, procedury, okólniki, centralizacja, postawa pracowników, umiejętność i zaangażowanie. Nie wiele firm jest na to przygotowanych i posiada odpowiednią wiedzę. Konsumeryzm rozwija się coraz bardziej: blogi, fora, komórki, mikroblogi to nieskrępowana niczym przestrzeń wymiany informacji o markach, wydarzeniach czy osobach. Czy jesteśmy na to przygotowani? Tu pojawia się kolejny katalizator –elastyczność. Umiejętność dostosowania się do zmieniającej się rzeczywistości, sprawne łączenie taktycznych i strategicznych działań niezależnie od koniunktury na rynku i sytuacji w danej firmie. Konsument może stać się przyjacielem, adwokatem marki. Pozwólmy mu o niej rozmawiać, dajmy mu narzędzia i powody. Zaintrygujmy go, niestandardowym podejściem łącząc świat fizyczny z cyfrowym (komunikacja lub marketing zintegrowany).
Wszystko jest dobre, by przetrwać, wygrać na rynku i dalej walczyć o zysk, o osiągniecie celu – finansowego czy filantropijnego. Plastyczne narzędzia, których wcześniej nie mieliśmy – mikroblogi, blogi, sieci społecznościowe pobudzające „Word of Mouth” (m.in. 350 mln użytkowników Facebooka, 25 mln Twittera) pozwalają szybciej, dalej i efektywniej działać, wzmacniając tradycyjne metody promocji, komunikacji o których nie możemy zapomnieć. Rzeczywistość pokazuje, że w dalszym ciągu to wystawy w sklepach, hostessy, ulotki i plakaty będą informować o produktach. Tego nie zautomatyzujemy, nie wyrzucimy poza nawias, nie odeślemy do skansenu! Już dziś funkcjonują one już nieco inaczej (np. digital signage, fotokody), a już niedługo będą podłączone do narzędzi internetowych, komórek lub GPS. Już dzisiaj możemy sprawdzać zachowania konsumentów, stymulować i badać praktycznie na bieżąco – a tym samym sprawdzić, jak wpływają na nich tradycyjne i nowoczesne metody komunikowania.
Cel działań, strategii czy narzędzi (z punktu wiedzenia komunikacji) jest jeden : przekonać konsumenta do zakupu, zachęcić go do rozmowy o produkcie i sprawić, aby swoim zaangażowaniem w markę zarażał innych. Bez kontentu, transparentności, konsekwencji na pewno nie jest to możliwym.
Wersja systetyczna powyższego tekstu znajduje się w Brief 12.2009




-

Mirek Połyniak powiedział: December 13, 2009 at 10:58 am
-

Aleksander Ślązak powiedział: December 15, 2009 at 9:41 am
Pingi i Trackbackichciałbym odnieść się do 2 aspektów:
1) komunikacja zintegrowana oznacza jak dla mnie oparcie się na nadrzędnym długoterminowym planie, czyli strategii, gdzie to właśnie określamy m.in. kanały komunikacji – a zachowujemy spójny przekaz
2) optymalizacja kosztów bardzo często, szczególnie w polskich realiach, utożsamiana jest z cięciem budżetów marketingowych, bo krótkookresowo tutaj się oszczędza najłatwiej – za to długoterminowe straty są najbardziej bolesne
by móc optymalizować koszty trzeba umieć monitorować efektywność działań, przesuwać budżety do bardziej skutecznych kanałów, a IMAO tutaj Internet jest bezkonkurencyjny
obecne czasy są bardzo dynamiczne – przypomina mi się termin ‘zarządzanie chaosem’ – ale zawsze planowe działanie daje większe szanse na sukces
Skansen – po 2 godzinach stania w korku czy zatłoczonym pociągu wracając codziennie z pracy czasem marzy mi się właśnie życie w skansenie. Tam gdzie nie ma ciągle zabieganych, z problemami, z czymś kolejnym do rozwiązania, usprawnienia itd.
Czy ten rozwój cokolwiek dał ludziom? Ich życie stało się szczęśliwsze? Myślę, że wręcz przeciwnie. A czas – poczucie upływu czasu – to nie na starość czujemy, że czas płynie coraz szybciej to może właśnie postęp nam go odbiera? Bezczelnie kradnie nam życie! Sukinsyn!
Wszędzie szum, śmieci, kolorowa wręcz jaskrawa brzydota. Na każdym kroku nam coś chcą sprzedać – nawet, a zwłaszcza gdy tego świadomie nie widzimy.
Próbujemy się od tego uwolnić, popularyzujemy internet. Tu byliśmy wolni – teraz zirytowani zabijamy reklamy szukając tego cholernego krzyżyka! Przenieśliśmy się na blogi tu wyrażać siebie – przybiegły za nami hieny z adtaily itp. Stworzyliśmy strony społecznościowe co poskutkowało tylko tym, że natychmiast ludzie, którzy nie mają co robić i budują swoje ego organizują kolejne konferencje i debaty o marketingu w mediach społecznościowych. Rzygać już tym chce! Mamy dosyć tych cwaniaków, którzy nas badają, szpiegują igrają z naszymi potrzebami są butni i nachalni! Bezczelni! Kwantyzują nasze umysły podchodzą do nas jak Stalin – statystycznie, licząc tylko bezduszną konwersję!
A może jest odwrotnie to właśnie “oni” stworzyli “dla nas” te kanały by znowu i ciągle nam coś sprzedać! Gdyby nie “oni” nie byłoby internetu społecznościowego, bo przecież sami nie umiemy – to oni muszą naszymi pieniędzmi go zbudować by nas później doić. Czujemy się jak baranki na rzeź idące.
Chyba dla poprawy humoru coś kupię! To podniesie moją wartość, zaspokoi potrzeby wykreowane przez “nich”! Będę “szczęśliwy” ze swoimi dwoma samochodami, wielkim LCD i dzieckiem mającym milion zabawek, które nigdy nie usłyszy “kocham Cię” a zamiast tego: nie mam czasu! I to wszystko WASZA wina a nie wojen!
Podpisano,
Użytkownik internetu nie pracownik marketingu ani PR czy strateg:)
–
To tak żeby nie było jednostronnie i w zamkniętym kręgu poklepujących się:)