Que sera sera 2010 – co będzie, pokaże czas
Koniec roku, to zazwyczaj podsumowania roku i wróżby co nas czeka. W komunikacji, mediach, rozrywce, reklamie czy żywiole rozwijających się narzędzi, social media 12 miesięcy to wieczność. Można się spinać, można wieszczyć ale… można też przyjąć to co się zbliża z dobrodziejstwem inwentarza.
Na nic nie mamy wpływu, co ma być to będzie… w końcu wystarczy zobaczyć nadpływająca falę. Wróć, można też nauczyć się czytać z fal, jakie trendy będą silniejsze, a jakie będą ślepą uliczką. W zmieniającym się otoczeniu rynkowym, gospodarczym próbujemy mniej lub bardziej udanie zaistnieć na nich. Są to fale informacji, tak dostępne, demokratyczne jak nigdy dotąd. Każdy może mieć do nich dostęp, w dowolnej ilości, w każdym miejscu i w trybie 24/7/365. Lecz, nie z tego przyjdzie nasz sukces ale z odsiania i wybrania dla nas to co najlepsze, w naszym prywatnym życiu, zawodowym czy też firmowym. Inaczej utoniemy w zalewie informacyjnego śmiecia.
No jednak chyba pożre i pozamiata w Polsce?
Ponad połowa naszego społeczeństwa jest już mniej lub bardziej dostępna w Internecie, to czy nam się to podoba lub nie, Internet stał się plebejski. Denerwują nas komentarze na forach, blogach, społecznościach czy np. na Onecie? Przecież to lustro nas samych, naszej zbiorowości. Niektórzy z nas „spinają się” że ogół nie rozumie mikroblogów, social media, RTW (real time web). Ale każdemu z nas do szczęścia potrzebne konto na każdym możliwym serwisie, 20 statusów dziennie i godziny pogaduszek. Czy to jest efektywne, czy czasem to co miało nam pomóc, a nie zabiera nam jeszcze więcej czasu w rozrachunku? Mikroblogi miały być ogólnokrajowym cudem… a okazało się że przynajmniej w Polsce nie zyskały uznania (Śledzik), lub też masy krytycznej (pozostałe).
Teraz chcielibyśmy by marki lub firmy zachowywały się podobnie, ponieważ jest to klucz do sukcesu. Owszem, tak. Ale pomyślmy, czy jest to dla każdego? Nie, nie każdy jest na to gotowy, nie każdy produkt czy marka powinien być komunikowany w sposób podobny czy też genetyczny. Social media, Internet, dobre publicity to nie jedyny sposób budowania pozycji rynkowej. Jest szereg firm czy biznesów które poradzą sobie bez tego. Nie mówię, by nagle stawać okoniem, ale by zastanowić się jak bardzo potrzebny jest zdrowy balans.
Skoro żyjemy coraz szybciej, coraz intensywniej potrzebujemy coraz mocniejszych wrażeń, szybszych podniet i ciągle będziemy szukać nowych wyzwań. Stąd spodziewać należy się wzrostu popularności gier komputerowych, konsol, napojów energetycznych czy też sklepów internetowych, wyszukiwarek i porównywarek. Jeśli to nam nie wystarczy, zawsze możemy się zanurzyć w serwisy społecznościowe. W zależności jak bardzo jesteśmy zanurzeni, wybierzemy – Twitter, Blip, blogi lub też Facebook. Gdzieś obok zaatakuje nas marketing szemrany (podszywający się pod WOMM), który będzie się chciał z nami zakumplować, ale nauczymy się powoli go ignorować.
Komunikacji nie wynaleziono wczoraj, ani nie skończy się ona jutro…
Facebook stanie się nowym, przereklamowanym „perpetum mobile”, które ma rozwiazać wszystkie bolączki komunikacji, sprzedaży, rozrywki czy „live serach”. Obyśmy tylko w tych oczekiwaniach nie przedobrzyli… media i eksperci branżowi (pewnie ja też) będą pompować ten balonik bez opamiętania. Wszak, czemu nie spróbować tutaj zaistnieć. Może jednemu na tysiąc się posześci, a jeden na milion zarobi dobry pieniądz. 1,5 mln Polaków na Facebooku już jest, za 12 miesiecy pewnie będzie 2-3 razy więcej. Pozakładamy fan page, zaprosimy znajomych, powklejamy linki i zdjęcia. I co dalej? Na pewno odczują to polskie społeczności które już teraz więdną, jedne bardziej inne jeszcze się trzymają.
Za jakiś czas pewnie poszukamy innych podniet, nowego telefonu, nowego komputera lub programu. Nastaną nowe mody, trendy i natręctwa. Zaczniemy szukać nowych memów, prześlemy sobie nowe łańcuszki. Psioczyć będziemy na Naszą Klasę, Śledzika lub jego następcę… ale świat dalej będzie sobie istniał. Przy okazji, pospieramy się o upadek prasy, kilka tytułów zniknie z rynku, kilka osób założy blogi – a inne zamkną. Nic w przyrodzie nie ginie.
A gdzieś obok… postawią kolejne CCTV w miastach, fotoradary na drogach, być może „przejdzie” wiadoma ustawa dot. wolności na Internecie, zadłużenie kraju przekroczy wszelkie normy, złoto osiągnie cenę 3000 USD. Będziemy w stanie o tym rozmawiać, spierać się czy zanurzymy się w rozrywkę, gry, komentarze i uzupełnianie statusów? Na czym się skupimy, na rzeczach nie istotnych z perspektywy czasu, czy też na trendach które gdzieś obok nas rozwijają się ale w pogoni codziennego życia nie zauważamy ich.
To nie ważne, za chwile będą igrzyska informacyjne, social media, reklamy… nadchodzi prezydencka kampania wyborcza. Wszystkie inne zjawiska, trendy, małe rzeczy zejdą na plan drugi. Niektórzy już testują i teaserują.
Z dedykacją, dla wszystkich spietych i tych wyluzowanych… na nowy rok - 2010.






-

Krzysztof Adamus powiedział: January 3, 2010 at 11:22 pm
Pingi i TrackbackiBardzo fajny tekst Jacek. Nic dodać nic ująć