bigimg 22 Jun 2009

Śmiecio-njusy w mediach a sprawa Iranu

Parada labradorów, konkurs jedzenia pokrzyw czy też imprezy rycerskie gdzieś w Polsce – jakże „ważne i istotne” to są informacje. A gdzieś obok, polskie media przesypiają istotne wydarzenie w Iranie. Zupełnie ignorując temat social media i “Twitterized Revolution”.

“We’re the media”
W czym jest istota tych wydarzeń: czy ważnym jest że giną ludzie na ulicach, gdy po 30 latach zebrali się na odwagę i wychodzą na ulice protestować przeciwko „nieprawidłowościom wyborczym” czy też iskra zapalna, która całą tą sytuację roznieciła. Tą iskrą jest poszukiwanie wolności słowa, żądanie sprawiedliwych/prawdziwych wyników wyborczych ale przede wszystkim media społeczne i technologie, które nie do końca dają się kontrolować przez rządowe instytucje. Telefony i Internet można wyłączyć, sygnał TV zakłócić, zamknąć do wiezienia dziennikarzy, zastraszyć słabych, ale nic nie zatrzyma ludzi którzy zrozumieli doskonale słowa: „my jesteśmy mediami”, to „my walczymy o naszą wolność”. Cokolwiek ona na tym etapie oznacza, jakkolwiek jest ona teraz zagmatwana.

twitter iran
“Możecie mi conajwyżej pomachać z daleka.”

Jeśli ktoś myślał, że serwisy typu Twitter to modne zabawki i powód do „pompowania ego gwiazdorów”, nie mające w zasadzie większego znaczenia w świecie był w grubym błędzie. 8 dni „Twitterized Revolution” pokazały prawdziwą siłę mediów społecznych. Otóż to Twitter, Facebook, blogi i szereg innych serwisów, informowały w pełni i pokazywały dzień po dniu niepokoje społeczne na ulicach irańskich miast. Natomiast „stare media” albo nie zauważyły tematu, albo go nie umiały zrozumieć albo po prostu zostały zamknięte lub wyrzucone poza granice. Wiadomości, zdjęcia są przekazywane przez Internet a „stare media” zepchnięte są do roli komentatorów gdzieś w szklanych wieżach. W pierwszych dniach CNN dał kompletnie ciała, aż dało się słyszeć: “Panowie z CNN, wiadomości o Iranie prosimy sprawdzać na Twitterze”. Ale przynajmniej wyciągnięto połowiczne wnioski z tej prestiżowej porażki. Jako że, “The revolution will not be televised. It will be YouTubed.” pojawiają się teraz filmy z Youtube, urywki komentarzy z Twittera czy zdjęcia z Flickr w CNN i to bez żadnego skrępowania.

Nie ma czegoś takiego jak Twitter, jest Tweeter. Nowa nazwa Twittera wg. gazeta.pl (sobota 18.40)
Każdy bardziej świadomy użytkownik Twittera zauważył, że tak naprawdę Twitter stał się głównym, szybkim i bezpośrednim medium dzięki któremu świat dowiadywał się o tym, co się dzieje na bieżąco w Iranie. Natomiast w Polsce media nadal skupiają się na taniej sensacji, cyckach i bzdurach z kraju. Nie wspominając o ŻENUJĄCEJ świadomości roli nowych mediów w wydarzeniach w Iranie. Porażająca jest niewiedza, maskowana przemilczaniem faktów, skąd pochodzą zdjęcia lub filmy które są omawiane lub wyświetlane w news’ach. Zamiast rzeczowej dyskusji, komentarzy ekspertów od mediów społecznych, mamy pływanie po temacie i wnioski które prowadzą do konstatacji: „W zasadzie nie wiemy o co chodzi, ale pokażemy krew i przemoc na ulicy. To sprzeda się zawsze”.

CNN o którym wcześniej pisałem, podniosło się cześciowo z prestiżowej porażki, ale opiera sie głównie na Youtube, Facebook z wyjaśnieniem eksperta. W opozycji do tej postawy – nasze media zajmują się np. konkursem na jedzenie pokrzyw – tvn24. Z drugiej strony nawet i dobrze, bo świat się zmienia. Nasze media tego nie widzą a jak zobaczą będzie po wszystkim. To one będą musiały „gonić króliczka”, w aspekcie ostatnich oskarżeń o „kradzieże treści w sieci” oraz „kto kogo cytuje”. Przypadek Iranu pokazał, kto do kogo powinien mieć pretensje. Zasada jest prosta, albo adaptacja albo powolne schodzenie z medialnej sceny. Konsumenci nie potrzebują pośredników w informowaniu, w sposób prehistoryczny. Media które przespały temat, za kilka tygodni lub miesięcy dorobią ideologie, że późniejsze zdawkowe informowanie to świadome dziennikarstwo, że trzeba było postępować ostrożnie i wyważenie oraz że Internet to zalew niesprawdzonych newsów. Oczywiście, zawsze można wmówić ludziom, że „koło jest kwadratem”. A ciemny lud to kupi? Chyba nie.

Stary niedżwiedż mocno śpi
Media przesypiają jedno z najważniejszych wydarzeń tego roku, a może dekady. Nie rozumieją tego media, które zwłaszcza w Polsce próbują walczyć z Internetem, poprzez ignorowanie go lub nie zauważanie. Brak podawania źródeł, brak komentarzy ekspertów (znawców Internetu i mediów) gdzie zamiast tego dzisiaj w informacji dnia, epatowano się na nagraniem umierającej kobiety. Jakże to smutne, zwłaszcza w odniesieniu do mediów które miały być ostoją rozsądku. Dalej przyglądając się: dzisiejsze wydania wiadomości był żenujące. Zero pogłębionej analizy, zrozumienia tematu o co chodzi, tylko krwawe obrazki i natchnione „gadki” Jakby trzeba było odrobić pańszczyznę.


“Zgwałcono babcię, pobito psa. Przemyt ręczników do RPA. Super ważne newsy z polskich mediów”

W czym jest wyzwanie?
Zauważmy, że kiedyś takie informacje (protesty w Iranie) chodziły od ucha do ucha, w plotce lub w przemycanych materiałach przez granice. Teraz rozlewa się to po sieci, natomiast reżim w Iranie nie jest w stanie tego zastopować. Jak widać poniósł porażkę, mimo iż zablokowali Youtube, Facebooka, twittera i wyłączyli siec komórkową – nie dali rady masie ludzi wyposażonych w anteny satelitarne, telefony komórkowe i komputery. Ludzie mają narzędzie do mobilizacji, wymiany poglądów i jest w końcu wolne bo komunikują się bezpośrednio ze sobą, używając mediów społecznych w imię większej sprawy. Miejsce ploteczek, wklejania głupich linków i spamów stało się prawdziwą trybuną medialną, polityczną oraz walki o … właśnie o co?

Dodaj do:
  • del.icio.us
  • Flaker
  • Blip
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
REKLAMA
Komentarze Dodaj swój komentarz
  • Olgierd powiedział: June 22, 2009 at 10:37 am

    A merytorycznie o samych wydarzeniach w Iranie? To już kolejny tekst o tym jaki Twitter jest super w porównaniu do tradycyjnych mediów — bez refleksji z czego to wynika.

    Nie dostrzegasz możliwości manipulowania twittermasami przez ludzi Mussawiego? Każdy taki ruch zawsze jest chętnie wspierany przez setki tysięcy internautów, często właśnie bez zastanowienia — za czym albo przeciwko czemu właściwie jesteśmy.

    Chyba że tekst po prostu ma o tym w ogóle nie być. Czyli: nie myślimy kto to ten Mussawi i skąd on się tam wziął, po prostu zachwycamy się Twitterkiem.

  • PiotrB powiedział: June 22, 2009 at 11:42 am

    “A gdzieś obok, polskie media przesypiają istotne wydarzenie w Iranie. Zupełnie ignorując temat social media i “Twitterized Revolution”.”
    Nie do końca się z tym zgodzę, choćby wczoraj, w dwóch różnych “starych mediach” był rozpatrywany temat “Twitterized Revolution”, przychodzi to oczywiście opornie (jakby bardziej publicystyczno-socjologicznie) i tak jakby między wierszami daje się słyszeć: “A nasze informacje i tak są pewniejsze, bardziej potwierdzone, itd.”, ale mimo wszystko temat się pojawia.

  • Jacek Gadzinowski powiedział: June 22, 2009 at 2:52 pm

    @Radek – ładna punktacja: odpowiem wieczorem, gdy wroce z roboty.

  • slawkas powiedział: June 22, 2009 at 4:17 pm

    “Sprawa Iranu” ma dwa aspekty. Pierwszy to sytuacja polityczna, drugi to wyraźna przewaga mediów społecznościowych nad tradycyjnymi w sferze informacji i kszałtowania opinii o tym, co się w Iranie dzieje. Jak rozumiem, zgodnie z profilem bloga są tu wpisy skupiające się nad tym drugim aspektem i ja to rozumiem. Powiem nawet więcej, podzielam to zainteresowanie i szczerze uważam to zajwisko za bardziej istotne, niż emocjonowanie się tym, kto kogo w tej chwili pokona politycznie.
    W Iranie stoją naprzeciwko siebie dwie frakcje tego samego politycznego nurtu. Takich frakcyjnych przewrotów na świecie było już wiele i jeszcze wiele będzie. Ale twitter-rewolucja to coś nowego, co trzeba zauważyć, ocenić i zrozumieć, bo właśnie tak być może ujawniło się i nowe medium, ale zarazem polityka powraca do swoich korzeni, do stanu, gdy w sprawach społeczności każdy może się bezpośrednio wypowiedzieć i zorganizować z myślącymi podobnie. W internecie mamy nieustający wiec.

  • Radek Zaleski powiedział: June 22, 2009 at 4:33 pm

    Dupa nie wiec. Wypowiadają się tylko Ci, którzy
    1) mają komputer
    2) rozumieją nowoczesne technologie
    3) znają angielski

    Mi to pachnie walką elit, ale na pewno nie wiecem zwykłych ludzi, o których poglądach nie mamy zielonego pojęcia.

  • slawkas powiedział: June 22, 2009 at 5:50 pm

    @Radek
    Wypowiadają się ci, którzy
    1) mają coś do powiedzenia. To jest warynek podstawowy.
    2) mają komputer Z łączem internetowym LUB telefon komórkowy
    3) umieją UŻYWAĆ w/w technologi w stopniu podstawowym
    4) orientują się, że oprócz polskiego i angielskiego sa też inne języki, choćby parsi, np.
    http://twitter.com/foadsa
    Poza tym
    5) poglądy zwykłych ludzi ostatecznie ujawniają się na ulicy. Jeśli oni są na ulicy, to znaczy, że głos tych, którzy się wypowiadają, odzwierciedla ich poglądy i trafia do nich. Nawet jeśli to jest mniejszość. Lub prowokatorzy.
    6) czym komu pachnie zależy od tego, gdzie wtyka nos. Mamy sytuację KSZTAŁTOWANIA SIĘ prawdopodobnie nowej jakości w dziedzinie komunikacji i polityki, nie zaś pełny obraz, wysuwamy hipotezy, za wcześnie na protekcjonalne sądy.

  • Olgierd powiedział: June 22, 2009 at 7:14 pm

    Sęk w tym, że my naprawdę nie wiemy kto, co i dlaczego pisze na tym Twitterze.
    Czy nikogo nie zastanawia, że nie ma tam niczego — a przynajmniej nikt się tym nie zajmuje (nie śledzę aż tak tego tematu) — co by od Mussawiego i jego ludzi nie pochodziło? Bo co, oczywiście nikt od obecnego prezydenta nie ma komputera, nie umie po angielsku, nie interesuje się internetem?

    Nie chcę zgadywać czy to jest autentyczne, czy po prostu coś w rodzaju rozpaczliwego marketingu politycznego. Ale nie możemy wykluczyć, że za jakiś czas okaże się, że w sprawie byliśmy manipulowani.

    PS wbrew pozorom to kim jest Mussawi jest w tym chyba dość istotne.

  • Jacek Gadzinowski powiedział: June 22, 2009 at 10:39 pm

    Nie umniejszając roli starych mediów… interesuje mnie rola mediów społecznych w tym do dzieje sie w Iranie oraz sposób relacjonowania systuacji przez media.

    Kpić można, ale to twitter, media społeczne są poniekad cześciowo katalizatorem tego co dzieje się w Iranie. Stare media jesli nie potrafia czegoś zrozumieć (szczególnie polskie nie rozumiejące fenomenu internetu w tych protestach), po prostu pomijają temat, albo piszą/mówią o innych aspektach sprawy. Albo po prostu wyciszyły temat na poczatku.
    http://mashable.com/2009/06/14/cnnfail/
    http://www.readwriteweb.com/archives/dear_cnn_please_check_twitter_for_news_about_iran.php

  • Mirek Połyniak powiedział: June 23, 2009 at 6:56 am

    oczywiście możemy dyskutować, kto stoi za komunikatami w mediach społecznościowych ale bez paranoi pliz
    podtrzymam swoją tezę, że Net to świetne medium ‘wolnościowe’, gdyż nie da się go tak łatwo zakneblować – tak samo było w czasie protestów w Tybiecie, gdy Sieć pozwoliła na złamanie komunikacyjnej blokady chińskiego betonu
    po prostu mamy teraz możliwość otrzymywania wiadomości z całego świata w czasie rzeczywistym, do tego bez filtrowania – mnie to odpowiada

  • kikk powiedział: June 23, 2009 at 10:40 am

    “Parada labradorów, konkurs jedzenia pokrzyw czy też imprezy rycerskie gdzieś w Polsce – jakże „ważne i istotne” to są informacje.” – na czepialski.blox.pl piszesz: “o ty wybierasz co i kiedy chcesz obejrzec, przeczytac ” A tu proponujesz co? Żeby media pokazywały rzeczy “ważne i istotne”? – a jeśli ja, jako konsument, mam w dupie Iran? (nie mam, ale gdyby) to co? Mam przez tydzień nie śledzić mediów? Jesteś piewcą wolnej konsumpcji informacji, a zarzucasz różnorodność? A poza wszystkim, kto decyduje o wadze wydarzenia, o jego randze?
    ” A gdzieś obok, polskie media przesypiają istotne wydarzenie w Iranie.” – tu już zaleski powiedział, co wiedział i nawet sensownie :)
    “Nie wspominając o ŻENUJĄCEJ świadomości roli nowych mediów w wydarzeniach w Iranie.” – znów na czepialskim jasno stwierdzasz: “zauwaz że nie pisze o aspektach polityczych, w których nie jestem ekspertem.” Zauważ więc, że dokładnie tak samo dziennikarz, czy redaktor nie pisze o SM, w których nie jest ekspertem. Damy dziennikarzowi prawo do niewiedzy, czy zostanie ono ograniczone do blogerów. A może można się nie znać na polityce, ale na twitterze to już trzeba? :)

  • Marcin powiedział: June 23, 2009 at 11:30 am

    “Stare media jesli nie potrafia czegoś zrozumieć (szczególnie polskie nie rozumiejące fenomenu internetu w tych protestach), po prostu pomijają temat, albo piszą/mówią o innych aspektach sprawy.”

    Myślałem, że to jest naturalne. Mam to rozumieć tak, że stare media powinny się wypowiadać na tematy, których nie rozumieją ?? To juz chyba lepiej, żeby zostały przy konkursach w jedzeniu pokrzywy.

  • przemek powiedział: June 23, 2009 at 2:44 pm

    CNN pewnie doskonale wie co to jest twitter itp., ale jak go wykorzystać? Skąd mają wiedzieć, kto to pisze, czy to co pisze jest prawdą? Ciężko to zweryfikować siedząc za biurkiem, a zweryfikować na miejscu się nie da, albo jest to wręcz niemożliwe.

    Z jednej strony chcemy rzetelnych informacji, a z drugiej strony chcemy aby były one podane od razu.

    “Mediów społecznych” nie można oczywiście ignorować, ale trzeba do nich podejść z głową. Nie można brać wszystkiego za pewnik. Wydaje mi się, że my (którzy korzystamy aktywnie z blogów, mikroblogów) wyrobiliśmy sobie pewien zmysł, który pozwala nam określić czy np. jakiś blipowicz jest wiarygodny, czy nie, ale to jest raczej dłuższy proces.

    Dziennikarzowi to nie może wystarczyć, potrzebuje potwierdzenia (jeżeli chce być rzetelny).

    Radek poruszył tutaj ciekawy wątek “walki elit”. Coś w tym jest.

    Z jednej strony są Ci, którzy potrafią korzystać z internetu, komórek itp., wiedzą jak wykorzystać twittera, blogi, facebooka itd. Z drugiej mamy tych, którzy “trzymają” stare media. Jest też trzecia grupa – Ci, których nikt nie słucha, bo nie umieją korzystać z sieci, nie wiedzą co to blog, a twitter to już dla nich całkiem czarna magia. Oni też mają swój głos, ale ich nikt nie słucha. Są wykluczeni z tego dialogu “nowych” i “starych” mediów.

    Co do “mediów społecznych” – sądzę, że będziemy mogli mówić o naprawdę “społecznych” mediach wtedy, gdy zdecydowana większość będzie potrafiła z nich korzystać, choćby w bierny sposób. Zanim to się stanie upłynie jeszcze wiele czasu.

  • Jacek Gadzinowski powiedział: June 23, 2009 at 3:17 pm

    Stawiam teze, ze stare media zajely sie tematem Iranu (niekoniecznie tak mocno jakby mozna oczekiwac), na skutek tak mocnego zaistnienia tematu w nowych mediach:
    http://infegy.com/buzzstudy/iran-election-crisis-gives-media-power-to-individuals/

    Oczywiscie kazdy ma prawo do niewiedzy – dziennikarz i uzytkownik nowych mediow. I tak rzeczywiscie jest, kazdy z nas ma ograniczona wiedze w konkretnych tematach i zagadnieniach. Stare media, ktore pretenduja do miana opiniotworczych powinny jednak zwracac uwage na cale spektrum sytuacji w Iranie, czyli takze waznej roli mediow spolecznych (nawet jesli stoi to w sprzecznosci z interesem starych mediow). Nalezałoby oczekiwać po nich oczekiwać kompletnych i rzeczowych informacji (niekoniecznie tylko podawania na pasku, bo tak jest taniej). Skoro sa ostoją rozsadku i sprawdzonej informacji, to dlaczego tak znaczacy udzial w niektorych mediach jest informacji malo istotnej? (rzeczonej pokrzywy i labradorów)

  • kikk powiedział: June 23, 2009 at 4:56 pm

    “Stare media, ktore pretenduja do miana opiniotworczych powinny jednak zwracac uwage na cale spektrum sytuacji w Iranie, czyli takze waznej roli mediow spolecznych” – jako autor bloga, pretendującego do miana opiniotwórczego zatem powinieneś zwracać uwagę na konteks polityczny?
    “dlaczego tak znaczacy udzial w niektorych mediach jest informacji malo istotnej” mało istotnej według kogo? Czyje kryterium zastosujesz? Dla hodowcy labradora to ten news będzie ważniejszy od Iranu. Dla całej rzeszy ludzi, odległy “egzotyczny kraj” ma znaczenie mniejsze, niż Gwiazdy tańczą na lodzie. Nie ma rzeczy istotych i nie z definicji, wszystko zależy od odbiorcy i niech on wybiera.

  • przemek powiedział: June 23, 2009 at 8:04 pm

    Odnośnie “mało istotnych” informacji, kikk dobrze to ujął. Różni są ludzie i różne są potrzeby “informacyjne”, które zależą od wielu czynników m.in. od odległości odbiorcy a zdarzeniem, zainteresowań itp. Media o tym wiedzą, bo stosują ten mechanizm od dawna. To co jest mało istotną informacją dla Ciebie, być może jest istotne dla 90% innych ludzi. Mediom chodzi o oglądalność. Z drugiej strony to media uczą ludzi co jest ważne. Cieszyłbym się, gdyby media mówiły o Iranie, pokazując cały aspekt tych zdarzeń (łącznie z “mediami społecznymi”), niekoniecznie skupiając się na samych faktach. Niech dziennikarze powołują się na Twiitera i mówią o swoich wątpliwościach. Lepsze to niż przemilczenie.
    Nie wiem jak, dla Ciebie Jacku ale dla mnie i pewnie wielu innych, którzy nagle zaczęli interesować się Iranem, ten kraj to “egzotyka”. Ja bardziej kojarzę Iran och strony historycznej (ach, Ci Persowie). Szachinszacha Kapuścińskiego. Czasy współczesne, to newsy dotyczące produkcji broni atomowej, a teraz ostatnich wyborów, a to i tak wzbudziło moje zainteresowanie tylko w kontekście “mediów społecznych”. Podejrzewam, że większość “ludzi zachodu” zainteresowała się Iranem, bo usłyszeli: “sfałszowane wybory”, “zagrożona demokracja”. Jest profil na Facebooku – zostanę fanem. Jest coś na Twitterze – zostanę followersem. 
    Kilka dnia zainteresowania, kilka twittów, wpisów na bloga. Poczucie przynależności, że robię coś dobrego (fajnie się walczy w obronie demokracji). Ale gdyby zapytać się tych ludzi o co tak naprawdę chodzi, kim są główni aktorzy, to pewnie niewiele osób potrafiłoby powiedzieć coś więcej ponad ogólnie utarte slogany. 
    Ot, taki urok naszego zaangażowania. To niestety jest również bolączka “mediów społecznych” – stosunkowo łatwo wygenerować duży buzz wokół jakieś “słusznej” sprawy, ale za chwilę wszystko cichnie, albo pojawia się nowy obiekt zainteresowań np. iPhone3GS…

  • Jacek Gadzinowski powiedział: June 24, 2009 at 8:08 am

    @kikk
    To dane medium dokonuje oceny, jakie informacje prezentuje i jak. I tak jest pozniej oceniane.
    Albo zmierza w strone tabloityzacji, albo stawia na opiniotworczosc, analizy, dokladnosc. Sa rzeczy/newsy wazne, mniej wazne i nieistotne, kwestia jak dobierane sa proporcje i ich stopniowanie pod wzgledem waznosci.

    Miesce dla wspomnianych gwazd czy ladradorow, jest raczej na mniej eksponowanych miejscach, przynajmniej w tych mediach o ktorych wspomnialem. Sa tez takie media ktore “z tego żyją” i tam takie newsy sa/powinny byc szeczgolnie eksponowane.

    Jako autor bloga powiem tak, to odbiorcy zdecyduja czy cos jest opiniotworcze czy nie, z mojej strony. Zaglosuja “klikami” i dyskusjami takie jak toczymy obecnie np. w tym watku. Poza tym dodam, ze zajmuje sie jasno okreslona tematyka.

    @Przemek
    Częsc ludzi sie zainteresuje tematem, czesc nie. Czesc zrobi to co piszesz…ale czesc zostanie. Tak bedzie z kazdym tematem, gdzie jest jakis czas zainteresowanie a z czasem zostaja najwytrwalsi.

    Ogladalnosc? Ok, jak najbardziej… ale nie zawsze jest ona zbiezna z opiniotworczoscia.

  • radek zaleski powiedział: June 24, 2009 at 10:32 am

    Pisze Jacek:
    “Albo zmierza w strone tabloityzacji, albo stawia na opiniotworczosc, analizy, dokladnosc. Sa rzeczy/newsy wazne, mniej wazne i nieistotne, kwestia jak dobierane sa proporcje i ich stopniowanie pod wzgledem waznosci.

    Miesce dla wspomnianych gwazd czy ladradorow, jest raczej na mniej eksponowanych miejscach, przynajmniej w tych mediach o ktorych wspomnialem. Sa tez takie media ktore “z tego żyją” i tam takie newsy sa/powinny byc szeczgolnie eksponowane.”

    No właśnie. Na Twitterze najbardziej eksponowany jest Ashton Kutcher. Jeez, OMG, what a medium!

    Czy możesz powiedzieć mi w jaki sposób na Twitterze “newsy mniej ważne” są odróżniane “od newsów ważnych”.

    Wcześniej napisałeś, że tej selekcji dokonujesz sam. To dlaczego nie dokonujesz jej w innych mediach? Nie potrafisz? Nie chcesz? Chętnie pomogę – NIE KLIKAJ JAK CIĘ COŚ NIE INTERESUJE.

    Ale wiemy, że kliknąłeś w labradory. Soo sad. Aż notkę o tym napisałeś.

  • kikk powiedział: June 24, 2009 at 11:09 am

    @ Przemek -wypraszam sobie przyprawianie penisa, ja dziewczynka jestem :)
    @ Jacek
    “To dane medium dokonuje oceny, jakie informacje prezentuje i jak. I tak jest pozniej oceniane.” – oczywiście, ale ocena jest jednostkowa, nie mam komitetu ds opiniotwórczości, który decyduje – są czytelnicy.
    “Albo zmierza w strone tabloityzacji, albo stawia na opiniotworczosc, analizy, dokladnosc. ”
    - głęboka refleksja z cyklu prawd życiowych :P zdumiewa mnie tylko, że piewca wolności informacji, końca dyktatury starych mediów i wolności wyboru, nagle tęskni za podpowiadaniem co ważne, co nie. Dla mnie to sprzeczne.
    “Jako autor bloga powiem tak, to odbiorcy zdecyduja czy cos jest opiniotworcze czy nie, z mojej strony. Zaglosuja “klikami” i dyskusjami takie jak toczymy obecnie np. w tym watku.” – i dokładnie to samo powiedzą media tradycyjne :) Żadne medium (poza państwowymi) nie działa inaczej, żadne :) Kliknął, kupią, włączą tv, radio, cokolwiek – i to jest miernik opiniotwórczości.
    I cały czas się jednak dziwię, że lansujesz tak papierową tezę o “dyktowaniu” co ważne.

  • Jacek Gadzinowski powiedział: June 24, 2009 at 4:15 pm

    @Radek, Kikk
    Ależ nikt nikomu niczego nie zabrania, od tego jest selekcja, tego co się czyta lub ogląda.
    Na koniec dnia, to czytelnik, widz decyduje co jest dla niego ważnym, co jest opiniotwórczym, wpływowym. – tu pełna zgoda,

    Aktor o którym kilkukrotnie pisał Radek – o raczej słabym dorobku (szczerze): Może dla innych 2 mln followers jest to ważnym. Nie wiem czy jest medium czy nie, ale jest “towarem” który postanowiła kupic ta grupa ludzi. Ich prawo, ich wybór. Jak jak użycie pilota TV, zakup prasy w kiosku, pokrętło radia czy klik w serwis internetowy.

    To, ze sa labradory lub pokrzywy, tabloityzacja lub “rozrywko-news”tak istotne (bo sezon ogorkowy?) jako autor tego wpisu mogę sie z tym nie zgodzić się lub wyrazić swoją opinie. Tak jak podkreślam możliwość selekcji. Zwłaszcza w mediach, które budują swój obraz, komunikują swoją powagę, rozsadek, głębokie analizy. Właśnie takie pozycjonowanie zobowiązuje, by materiał tam pozakazywany był wysokiej jakości i w odpowiedniej proporcji.

  • przemek powiedział: June 26, 2009 at 11:56 am

    @kikk
    przepraszam, nie chciałem przyprawić Cię o to coś ;)

    Iran się wypalił, życie dopisało ciąg dalszy:
    Ethan Zuckerman, a fellow at the Berkman Center for Internet and Society at Harvard, tweeted that Mr. Jackson was a more popular topic on Twitter than the Iranian election or the recent flu outbreak ever were.
    “My twitter search script sees roughly 15% of all posts on Twitter mentioning Michael Jackson,” wrote Mr. Zuckerman. “Never saw Iran or swine flu reach over 5%.”

    By 7 p.m., all mentions of the disputed presidential election in Iran — as well as the death of another celebrity, Farrah Fawcett — were replaced on Twitter’s trending topic column by mentions of Mr. Jackson.
    http://bits.blogs.nytimes.com/2009/06/25/michael-jackson-tops-the-charts-on-twitter/?partner=rss&emc=rss

  • Jacek Gadzinowski powiedział: June 26, 2009 at 2:49 pm

    Miałem juz właśnie pisać wpis o tej histerii medialnej i ludzkiej. Nie za bardzo rozumiem ten “fenomen”.
    Rozumiem że MJ ma miejsce w historii, ale by porównywać go do JFK, Elvisa czy Churchilla to już gruba przesada.

Pingi i Trackbacki
Dodaj komentarz

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Preview: