Ziemia Obiecana 2.0 i koniec monopolu „szklanych wież”
Czas trudności w gospodarce, zmian w naszych zachowaniach i demokratyzacja dostępu do narzędzi, technologii niesie za sobą wiele wyzwań, zagrożeń ale przede wszystkim szans. Witajcie w czasach nowej Ziemi Obiecanej.
Nie będę dzisiaj pisał po raz kolejny o prosumentach, Tofflerze i jego 3 fali. By nie wzmacniać„echo chamber” w internetowym światku, chciałbym pochylić się nad tym, jak bardzo zmieniło się nasze życie w ostatnich latach, miesiącach a nawet dniach. Można wiele mówić, że narzędzia typu: społeczności, blogi, mikroblogi, strony WWW, komunikatory to wszystko wielki nadmuchany balon, którym podniecają się bracia marketingowcy (także i moja skromna osoba), światek geeków i nawiedzonych wizjonerów. Owszem, przyznam że po części jest w tym stwierdzeniu wiele prawdy.

“To nic że mój biznes słabo przędzie. Jutro założę nowy, kilka kont na społecznościach i bedzie sukces!”
Lubimy się w swoim środowisku otaczać mądrymi słówkami, przekomarzać i fetyszyzować linkami wklejanymi w naszych mailach, blogach, mikroblogach. Żyć w oazie swojej nieomylności i wyższości wobec otoczenia. Ale czy potrafimy wyciągnąć z tego wnioski i mówić do środowiska poza nim w sposób zrozumiały, dla przeciętnego Kowalskiego? Ale czy z tego powodu mamy się schować i zacząć przepraszać że żyjemy i robimy-to-co-robimy?
Nie, bo mam przekonanie iż żyjemy w czasach przewrotu w komunikacji i biznesie…
Warto zauważyć, że w dzisiejszych czasach „bariera wejścia” na każdy rynek czy też branżę bardzo spadła. Z każdej strony jesteśmy wystawieni na ostrzał konkurencji i konkurowania z kolejnymi rocznikami głodnych sukcesu ludzi. Ludzie ci coraz lepiej poruszają się w środowisku internetowym, mediowym, biznesu mniejszego i większego. Potrafią szybciej i składniej myśleć. Domniemany monopol, doświadczonych specjalistów nigdy nie był tak zagrożony jak jest to dzisiaj. Co w wielu przypadkach owocuje gniewnymi i przesadzonymi reakcjami obronnymi, jakie możemy zauważyć w branży mediowej, technologicznej, maszynowej, komunikacji czy marketingu. Stare i doświadczone wygi, nie chcą się (?) zmodernizować, za to wolą obronić to co mają. Dorabiają ideologię „dobrej pracy”, sekretnej i merytorycznej wiedzy, ciężaru gatunkowego swojego doswiadcznia, która ma stać w sprzeczności z biegłością poruszania się w Internecie, technologiach i wykorzystywania ich w biznesie, kreacji, optymizmowi, brakowi skrępowania czy też podnoszenia swojej wiedzy. Lecz w starciu z kryzysem, topniejącymi pieniędzmi z reklamy czy też sprzedaży, to właśnie oni nie mają pomysłu jak dostosować się i wręcz zaadaptować do nowej rzeczywistości.
Czy zatem żałować faktu, że całe zastępu przekonanych o swojej wyższości ekspertów niestety będzie musiało ustąpić miejsca młodszym i dynamiczniejszym? Czy też roztopią się w magmie nowych możliwości. Poniekąd powoli (ale już coraz szybciej) muszą obserwować to „mrowisko” możliwości bo… Nawet jeśli ogromna większość małych i średnich „fabryczek” – agencji, firm doradztwa, importerów i eksporterów, domowych producentów, freelancerów, mediów, serwisów i start-upów upadnie, to na ich gruzach ludzie pozyskają jeszcze więcej doświadczenia, które w kolejnych latach zaprocentuje wielokrotnie. Jeśli nawet śmiejemy nad wyraz słusznie z hiper-podniecanie się Twitterem, Blipem, blogami i innymi ustrojstwami to nie można odmówić faktu, iż w ten sposób duża cześć z nas stała się częścią nowej Ziemi Obiecanej. Tej dynamiczniejszej części społeczeństwa, która w mniej lub więcej zaawansowany sposób zmieni swoje otoczenie. Za chwile zastosuje te wszystkie narzędzia w swoich firmach, w biznesie oraz w kontaktach międzyludzkich, rodzinnych. To wszystko będzie dostępne dla każdego, na wyciagnięcie ręki jeśli tylko się będzie na to otwartym.
Nie trzeba zaraz być “zbawcą” danej branży by zauważyć, że efektywne metody promocji, sprzedaży czy zarządzania swoja firmą, karierą czy projektami może osiągnąć każdy, dzięki tej całej wiedzy która wokół nas krąży. To ona stała się prawdziwą walutą 21 wieku, dostępną dla wszystkich. Skoro ogólnodostępną, to także mogącą przepływać dowolnie w każdym kierunku w dowolny sposób. To tylko od nas zależy, czy w takim dynamicznym środowisku jesteśmy w stanie z tych strzępów informacji złożyć swoją przewagę nad konkurencją. Dlatego mamy doczynienia z Ziemią Obiecaną, gdzie każdy w niej może mieć swoje pięć minut. Osiągnie to sprytem, cwaniactwem, wiedzą, przedsiębiorczością. Nawet jesli czasem będzie wiele kryzysów, bankructw, tragedii, niegodziwości, potknięć, zwiątpienia i gorszych dni. Ważnym jest kierunek, który możemy obrać.
Zatem: „Ja nie mam nic, Ty nie masz nic, razem nie mamy niczego… to w sam raz tyle by założyć wielką fabrykę”





-

Mikołaj powiedział: July 13, 2009 at 10:02 am
-

Jacek Gadzinowski powiedział: July 13, 2009 at 6:09 pm
-

Mikołaj powiedział: July 14, 2009 at 7:36 am
-

Jacek Gadzinowski powiedział: July 14, 2009 at 12:02 pm
-

Aleksander Ślązak powiedział: July 19, 2009 at 12:37 pm
-

Mirek Połyniak powiedział: July 20, 2009 at 8:44 am
Pingi i TrackbackiWidzę, że niedzielny wieczór spędziłeś z TVP Kultura
Pełna zgoda, bariera wejścia na każdy rynek spadła. Ale zauważ, że jest to tylko bariera wejścia. Bariera jakości nie spada, a to trochę przeczy temu, o czym piszesz dalej.
Ostrzał konkurencji jest, kolejne roczniki też się pojawiają, ale czy naprawdę poruszają się lepiej w środowisku internetowym? Czy faktycznie potrafią szybciej i składniej myśleć? Tutaj mam wątpliwości. Spore.
Sieć jest dla nich środowiskiem naturalnym, ale szybsze i lepsze myślenie wcale nie zależy od środowiska, prędzej od “fundamentów” — wykształcenia, przeżyć, doświadczeń etc. Ktoś, kto przez pół (dorosłego) życia pracował w jednej firmie będzie mniej elastyczny, niż jego rówieśnik pracujący w wolnym zawodzie dla wielu zleceniodawców z różnych branż.
W tym fragmencie masz rację i nie masz racji
Do niedawna mieliśmy np. monopol mediów tradycyjnych — TV czy prasa dyktowały warunki, jeśli chodzi o przekazywanie informacji. Jednak wraz z upowszechnianiem się Sieci ich monopol został naruszony czy też przełamany, w zależności od interpretacji.
Bloggerzy czy autorzy małych serwisów internetowych szybciej podają informacje z własnych nisz, potrafią pisać lepsze komentarze, docierają do większej liczby źródeł. Wszystko byłoby piękne, ale… oni nie są doświadczonymi specjalistami w tym samym medium. Wielu dziennikarzy mediów tradycyjnych nie potrafi funkcjonować online, ale także bloggerów nie dałoby rady poprowadzić programu TV czy audycji radiowej. Nie potrafiliby również dotrzymać reżimu obecnego w prasie (np. deadline czy liczba znaków).
Twój punkt widzenia bardziej pasuje do (części?) branży IT. Tutaj faktycznie granica wejścia jest bardzo mała i mamy wielu młodych konkurentów. Jednak naprawdę niewielu z młodych ma doświadczenie i wiedzę, która dorównuje tym “starym”. Co prawda prezes pewnej dużej firmy zwykł mawiać, że każdy specjalista jest do zastąpienia skończoną liczbą studentów, ale nie zwykł już zauważać wpływu na jakość produktu.
Podobnie i w dziedzinach specjalistycznych IT. Widzę od jakiegoś czasu paru “młodych, gniewnych”, żyjących jeszcze na garnuszku rodziców, którzy ogłaszają się jako firmy od audytu tych czy innych rozwiązań. Pisują nawet kursy ze swoich działek, choć de facto są to banały przepisane ze znanych książek. Czy specjaliści powinni się bać takich osobników? Z perspektywy zawodowej nie bardzo, bo dzielą ich lata świetlne w doświadczeniu. Z perspektywy marketingowej i owszem, bo taki młodzian często nie ma oporów moralnych w przypisywaniu sobie wiedzy czy doświadczeń, których nie ma. Ten brak oporów wynika także z nieznajomości prawa, wszak część z takich zagrywek podpada pod ustawę o nieuczciwej konkurencji.
Wbrew pozorom ideologia dobrej pracy to nie wymysł “dinozaurów”, ale faktyczna różnica między fachowcami, a osobnikami jedynie lansującymi się na fachowców. “Lanser” będzie prowadził swoje “audyty” według skryptu, bez zwracania uwagi na niuanse. Fachowiec będzie w stanie zrozumieć, czemu pewne rozwiązania zastosowano, a czemu z niektórych zrezygnowano. Czytywałem raporty wygenerowane wg skryptu “fachowców” i naprawdę jest to lektura żałosna oraz irytująca jednocześnie.
Przy braku równowagi na rynku, a moim zdaniem jesteśmy w tym okresie, lepsze efekty finansowe może osiągnąć partacz z wysokim poziomem autopromocji, niż porządny rzemieślnik skupiający się na swojej pracy. Obecne lata pachną mi trochę bylejakością, bo bylejakość robi się szybciej i taniej. Niewiele firm patrzy na budowę wizerunku długofalowo. Być może słusznie, bo nie wiadomo co przyniesie jutro. Jako że nie mamy także prawdziwej weryfikacji przez rynek, to historie o knotach poszczególnych firm też krążą jedynie po branży, przesyłane via komunikatory czy opowiadane przy piwie.
Odwołujesz się do Ziemi Obiecanej, z której utkwiło mi w pamięci pytanie o to, kiedy będą czasy dla uczciwych. Odpowiedź nie była zachęcająca, więc sądzę że pięć minut bardzo wielu będzie osiągnięte nie wiedzą czy przedsiębiorczością, ale zwykłym cwaniactwem. Obym się mylił…
@Michał
Jestem pod wrażeniem objętości odpowiedzi
Tak, odwołuje się do Ziemi Obiecanej z jej wszystkimi plusami i minusami. Obecnie, gdy nastepuja szybkie zmiany – znajduje się grono dynamicznych osob, ale obok też całe spektum tych którzy chcą coś robić na skróty. Będą bankructwa, nieprawidłowosci i bańki spekulacyjne, malowanie trawy, pompowania wizerunków. Ale tym różni sie sytuacja, że teraz transparentność pozwala szybciej napiętnować pewne sprawy lub że same sie one odkryją z czasem. Jesli nie wszystkie, to przynajmniej ich wieksza część. Bariera wejscia spadła, jakości natomiast nie – zgoda. Wieksza biegłość w nowych narzedziach nie musi prowadzić do lepszych rozwiazań. Ale na pewno demokratyzacja i dostep do informacji, ułatwia prowadzenie firm i zarabianie dobrych pieniedzy większej grupie ludzi.
Zdecydowana obrona “szklanych wież” oraz “jedynie słuszych pogladów” następuje w wielu branżach, nie tylko w IT. Mamy dyskusje na temat form promocji, komunikacji, zarzadzania przedsiębiorstwami, budowaniem wizerunku czy też rywalizację dziennikarze vs. media społeczne, stare vs. nowe media. Taki pól dyskusji i konfliktów będzie z pewnością coraz więcej. Wynikają one z tego, że coraz więcej ludzi moze rywalizować o ten sam kawałek rynku i pieniedzy się na nim znajdujacych, oraz fundamentalnych zmian które zachodzą w momencie kłopotów gospodarczych. Na nowo modelujemy struktury, projekty, szukamy powietrza. Procesy dzieją się 10-20 krotnie szybciej i to na pewno wytraca z równowagi i jest bolesnym procesem. Ale jakże korzystnym, jeśli spojrzeć z dalszej perspektywy.
Za tego Michała powinieneś dostać “bez łeb”
A objętość… wydaje mi się, że jeśli chcemy podyskutować, to trzeba trochę klawiaturę pomęczyć. Wiem jednak, że nie jest to pogląd popularny i wiele osób lubi krótkie notki i jeszcze krótsze komentarze. Nad czym prywatnie ubolewam, bo lubię czytać.
Szybkość zmian jest bardzo interesująca, trochę przypomina ewolucję na Ziemi, ale w mikroskali. Teraz stoimy w przededniu okresu wymierania dinozaurów. One jeszcze panują, jeszcze ich dominacja jest powszechna, ale coraz więcej małych ssaków biega i wyżera im jajka
Jednym z ważnych pytań jest to, czy nadal będziemy tak przyspieszać z wydarzeniami, czy może jednak wejdziemy w okres stabilnego wzrostu. Ale odpowiedzi nie znam.
@Piotr
Sorry, kwestia zmeczenia po cieżkim dniu w pracy
Apropo objetości, chciałbym by jak najwiecej było własnie tak merytorycznych odpowiedzi, czy dyskusji.
Ta szybkość o której wspominasz, za chwile zaowocuje kolejnym etapem ewolucji. W którym i być może na nas tu rozmawiających nie bedzie miejsca
Na razie jesteśmy na etapie groznych dzwiekowo pomruków dinozaurów i walki o ten sam kawałek ekosystemu. Na stabilny wzrost/rozwój nie liczyłbym. Raczej bedzie się to odbywało skokami.
Przemiany, o których piszesz działy się od zawsze. Ich dynamika się zwiększa co jest wynikiem ogólnego rozwoju cywilizowanej części ludzkości. Jak dla mnie to jest wspaniałe;) Chciałbym jeszcze pod koniec życia pojechać na pół wirtualną wycieczkę na Marsa i może ona być w całości zaplanowana przez dziesięciolatka.
Co do walki między starymi wyjadaczami a młodymi wilkami wcale nie musi to być takie destrukcyjne a wręcz przeciwnie. Coraz większą uwagę przykłada się do myślenia w kategorii projektów a nie prostych działań ad hoc. Co prawda nadal bardzo często projekt swoje a rzeczywistość swoje, ale powoli się przyzwyczajamy… I tu właśnie jest klucz – zarządzanie projektami. Dobry kierownik projektu wykorzysta potencjał zarówno doświadczenia jak i świeżości.
Jeśli chodzi o barierę wejścia to rzeczywiście to pojęcie powinno zostać zmarginalizowane w podręczniku do mikroekonomii:) Zostaje prawdziwe dla banków, elektrowni, górnictwa itp. Nie posiadam danych, ale wydaje mi się, że drastycznie wzrosła konkurencyjność w sektorze MSP teraz potrzebne są wielkie nakłady by się wybić i tu jest ta bariera.
PS Podobają mi zdjęcia ilustrujące artykuł:)
osobiście do mnie przemawia wizja Web3.0 jako ‘hive mind’ czyli ‘zbiorowej mądrości’, czy ‘collaborative network’ gdzie właśnie Net daje dostęp do wiedzy/know-how ludzi z całej Globalnej Wioski
bardzo lubię LinknedIn, gdzie zadając pytanie z reguły dostaję sporo wartościowych odpowiedzi, a co ciekawsze są one z całego świata więc mają różną ‘optykę’
[...] Ziemia Obiecana 2.0 i koniec monopolu “szklanych wież” [...]